Spod Makalu. "Daje nam nieźle popalić"

Te ostatnie dały nam ostro popalić. Czekanie, czekanie i jeszcze raz czekanie. Nie byłoby w tym nic trudnego, gdyby nie fakt, że ludzie różnie reagują na to właśnie „czekanie”. Część osób bardzo nie lubi przebywać sama ze sobą i notorycznie zaczepia wszystkich, domagając się rozmowy, uwagi. 
Mieliśmy w naszej bazie istny pogrom odwiedzających.

Niestety, jak tak pięć osób dziennie przewinie się przez mesę i opowie historię życia, czasem przy tym płacząc, to daje ostro popalić. Czasem można pomóc, ale czasem lepiej być asertywnym. 
To trochę jak bezludna wyspa, gdzie jesteśmy sami na 5600 m, zdani na siebie, różni ludzie z całego świata i różnych kontynentów.

Każdy zupełnie inaczej reaguje się na stres. Nie ma gdzie uciec, trochę jak na statku.
Tak więc powoli wszyscy już prawie wyszli w stronę szczytu. My wychodzimy jutro (ja i Rafał), gdyż mamy trochę szybsze tempo i potrzebujemy mniej czasu na pokonywanie różnych odcinków. Planujemy stanąć na szczycie 23 maja, jak wszystko pójdzie dobrze, szczególnie z pogodą.


Ostatnie dni potwornie wiało (ponad 100 km/h). Tak więc wyobraźcie sobie, że słyszycie non stop huk (wiatru), tak jakby 24 godziny na dobę jechał koło was pociąg. Dziś wiatr zaczął ustawać, pojawił się natomiast śnieg w bazie, jednym słowem ociepliło się.

Nawet w moim namiocie pojawiły się ni stąd ni zowąd pająki, które cierpliwie „wyprowadzam” na zewnątrz. Jednakże w nocy cały czas mam w namiocie „na minusie”.

Trzymajcie proszę mocno kciuki :-)

Czytaj:

Poprzednie relacji Kingi Baranowskiej
Trwa ładowanie komentarzy...